niedziela, 18 kwietnia 2010

Długi tydzień

To był długi tydzień, można powiedzieć, że zaczął się w zeszłą sobotę. Wszyscy chyba wiedzą co się wtedy stało, ale dla jasności napiszę, że rozbił się samolot z polską delegacją na pokładzie, z Prezydentem RP na czele. Zginęła także jego żona Maria, kilkunastu przedstawicieli parlamentu, przedstawiciele wojska w tym całe nasze naczelne dowództwo i naczelne wojskowe duchowieństwo, przedstawiciele rodzin katyńskich i innych organizacji, kancelarii prezydenta, szef NBP, Rzecznik Praw Obywatelskich, oficerowie BOR, obsługa samolotu. W sumie 96 osób. Kto wsadził ich wszystkich do jednej maszyny pozostanie pewnie tajemnicą. W każdym razie żadne procedury nie zostały ponoć złamane. Ze zdrowym rozsądkiem nie miało to wiele wspólnego, ale zdrowy rozsądek jest w tym kraju rzadko wykorzystywany do tworzenia urzędowych procedur. W sobotę i w niedziele po katastrofie Polacy po raz kolejny pokazali, że organizowanie czegoś na wczoraj idzie nam zdecydowanie lepiej niż na za pół roku. Ludzie zaczęli spontanicznie przychodzić pod Pałac Prezydencki, składać kwiaty, zapalać znicze. Równie spontanicznie zareagował ZDM zamykając Krakowskie Przedmieście dla ruchu kołowego. Okazało się, że można wiele, wystarczy chcieć. Przez moment poczuliśmy się wszyscy zjednoczeni (jak zwykle w tragedii, ale mniejsza o to póki co).
We wtorek jedność narodową spotkał prawie śmiertelny cios w postaci propozycji pochówku Prezydenta wraz z małżonką na Wawelu (jest tam właśnie transportowany - while I'm writing this post). Kto to wydumał pozostaje póki co tajemnicą. Początkowo mówiło się o inicjatywie rodziny, potem ktoś z kancelarii prezydenta stwierdził, że rodzina została "przekonana" do tego pomysłu. Palce podobno maczał w tym także kardynał Dziwisz. Wiem jedno, ktoś albo cynicznie chciał coś na tym ugrać, bo nie na rękę mu była jedność narodu albo miał naprawdę mało przewidujący umysł, w kazdym razie wszystkim innym zabrakło jaj, żeby mu powiedzieć, żeby się zastanowił. Równie spontanicznie co wczesniejsze zgromadzenia na Karkowskim Przedmieściu, zaczęly się protesty pod krakowską kurią, w internecie wisi petycja protestacyjna pod którą podpisało się ponad 20 tysięcy ludzi. Generalnie i tak bło to wszystko psu na budę bo decyzja posżła w świat i jako, że 3/4 świata zadeklarowało swoją obecność na uroczystościach pogrzebowych to nic nie dąło się już odkręcić.

Właśnie, apropo obecności 3/4 światowych przywódców w tym wszystkich najwazniejszych. To deklarację wcieliło w czyn jedynie kilkunastu a z najwazniejszych jedynie prezydent Rosji (ciekawe, co by prezydent Kaczyński powiedział, gdyby mu jakiś jasnowidz przepowiedział, że najwazniejszym przywódcą na jego pogrzebie będzie właśnie prezydent Rosji). Całą resztę (w tym przewodzącego niezwyciężonemu narodowi amerykańskiemu) przeszkodziła chmura. Chmura pyłu wulkanicznego wyprodukowanego przez wulkan o wdzięcznej nazwie Eyjafjallajoekull - wulkan nazywa się tak gdyż położony jest na Islandii. Swoją drogą ciekawe co to oznacza. Ja ze swej strony proponuje nazwę "pogromca delegacji" albo coś podobnego. Wulkan rozszalał się jakiś tydzięń temu (szkoda, że nie tydzięń wczesniej, może Prezydent nie poleciałby do Katynia, choć znając go coś by wymyślił). Chmury nie widać gołym okiem, przynajmniej u nas (mamy błekitne niebo), ale ponoć jest groźna dla silników samolotów. Wisi nad połową Europy i nie ma zamiaru się ruszać (chociaż podobno jutro ma jej nad Polską nie być, tlyko nie wiadomo na jak długo). Wulkan cąły czas pluje wg mejscowych geologów może to robić jeszcze nie wiadomo długo jak.

Chmura więc wisi. Pogrzeb trwa, większość moich znajomych i ja ma już odrobinę dość żałoby. Wśród ludzi obecnych na uroczystościach nastroje się radykalizują. Co z tego wszystkiego wyjdzie zobaczymy...

1 komentarz:

  1. Polski internet może zanotować nieoceniony zysk w dniu, w którym założyłeś bloga;)
    Prześlij link Hubertowi, żeby wpadał czasem i zostawiał polemiczne komentarze, w których znowu nie będzie się zgadzał:)

    OdpowiedzUsuń