No to mamy pewną jasność, a właściwie pozostaje nam jedna niejasność jeśli chodzi o kandydatów na zaszczytny i jak się okazuje nie do końća bezpieczny urząd Prezydenta Przenajświętszej Rzeczypospolitej. Znamy już wszystkich kandydatów największych formacji politycznych poza PiS-em.
SLD wystawiło dziś do wyścigu Grzegorza Napieralskiego - swojego przewodniczącego. Świadczy to o tym, że nie liczą w tych wyborach kompletnie na nic. Napieralski należy do ścisłego jądra SLD. To on kopał dołki pod LiDem, a poza tym ma charyzmę, cytując klasyka, "mokrej ścierki". Nie ma żadnych szans na zyskanie poparcia jakichś szerszych gremiów, a śmiem twierdzić, że nawet część "obyczajowego" elektoratu sld zagłosuje raczej na Olechowskiego niż na Napieralskiego. Dużo sensowniejszym kandydatem, ze względu na możliwość pozyskania szerszego poparcia byłby Ryszard Kalisz.
Nadal wszyscy w napięciu czekają na ogłoszenie swojego kandydata przez PiS. Chyba w największym napięciu czeka na to sam PiS. Sądząc z wywiadów udzielanych przez polityków tej formacji w ostatnich dniach wszyscy w napięciu wyczekują aż prezes Jarosław westchnie i powie "dobra, to róbcie mi tą kampanię". Wiadomo, że każda inna kandydatura będzie miała etykietę "zastępczej". Nie do końca wierze też, że Jarosław Kaczyński tak bardzo się wacha czy wystartować. Rozumiem jego żal i rozdarcie po śmierci brata, ale nie sądzę, aby miało to wpływ na zakończenie przez niego kariery politycznej, a jeśli chce ją kontynuować to w tej chwili musi wystartować, chyba że...
... chyba, że nie zechce, ale to bardzo mało prawdopodobne. Dowiemy się w poniedziałek.
czwartek, 22 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
i po żałobie
Skończyła się żałoba, zgadzam się w pełni z Rycerzem (http://grabarzek.blogspot.com), dosyć już tego. Nie wiem jak reszta narodu, ale we mnie nastąpiło tzw. zmęczenie materiału. Podobno człowiek jest się w stanie do wszystkiego przyzwyczaić. Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że do żałoby i mówienia o katastrofie przyzwyczaić się można bardzo szybko i bardzo szybko oba te fakty powszednieją, a po chwili są prawie zupełnie niezauważalne (w tym sensie, że my sobie a one sobie).
Ostatni akord katastrofy na moim blogu (przynajmniej chwilowo) to pare słów na temat pojawiających się prawie od pierwszej chwili. Pierwszą autorką takiej teorii (takiej, która dotarła do moich uszu) była moja sąsiadka z piętra, która zapłakana zadzwoniła do moich drzwi i stwierdziła, że Prezydent nie żyje i to wszystko przez Tuska. Pierwszym autorem o charakterze bqardziej publicznym był chyba poseł Górski, - ten od Obamy i końca cywilizacji białego człowieka - który już w sobotę, w telefonicznym wywiadzie dla RM, wzywał do zbadania, czy to nie Rosjanie nam strącili prezydencką tutkę. Potem za to przepraszał i tłumaczył się, że był w szoku. Potem pojawiały się kolejne teorie obwiniające raczej Rosjan niż Tuska, choć im niżej w społeczeństwo schodzono z tym pytaniem (oczywiście nikt nie odwarzył się zadać go wprost), tym częściej jednak pojawiał się Tusk, jako wg naszych rodzimych twórców główny beneficjent tego co się stało. Był oczywiście filmik na youtube, na którym ponoć słychać trzały i jak ktoś krzyczy "NIE !", z tego filmu bardziej wytrwali wyczytali nawet więcej. Kto jest zainteresowany zachęcam do zapoznania się z zawartością serwisu youtube. Na koniec coś dla fanów numerologii. Jakiś zacny człowiek przeliczył, że od 4 czerwca 1989 roku do 10 kwietnia 2010 roku minęło dokładnie tyle dni ile trwała II RP. Nie wiem, czy jest jakaś ogólnie przyjmowana data końca II RP, Rycerz proponuje 5 października 1939 - to zdaje się koniec kampanii wrześniowej. Jeśli ktoś ma na tyle zapału, żeby to przeliczyć to bardzo bym prosił napisać do jakiej daty dojdziemy - ja stawiam, że ktoś doliczył do 1 września, ale robie to z powody wrodzonej niewiary w ludzi do głębokich przemyśleń.
To chyba tyle na dziś, miałem napisać o tym co będzie w przyszłości - w sensie o wyborach, ale to już jutro. Bronek ogłosi termin wyborów, będzie okazja.
Ostatni akord katastrofy na moim blogu (przynajmniej chwilowo) to pare słów na temat pojawiających się prawie od pierwszej chwili. Pierwszą autorką takiej teorii (takiej, która dotarła do moich uszu) była moja sąsiadka z piętra, która zapłakana zadzwoniła do moich drzwi i stwierdziła, że Prezydent nie żyje i to wszystko przez Tuska. Pierwszym autorem o charakterze bqardziej publicznym był chyba poseł Górski, - ten od Obamy i końca cywilizacji białego człowieka - który już w sobotę, w telefonicznym wywiadzie dla RM, wzywał do zbadania, czy to nie Rosjanie nam strącili prezydencką tutkę. Potem za to przepraszał i tłumaczył się, że był w szoku. Potem pojawiały się kolejne teorie obwiniające raczej Rosjan niż Tuska, choć im niżej w społeczeństwo schodzono z tym pytaniem (oczywiście nikt nie odwarzył się zadać go wprost), tym częściej jednak pojawiał się Tusk, jako wg naszych rodzimych twórców główny beneficjent tego co się stało. Był oczywiście filmik na youtube, na którym ponoć słychać trzały i jak ktoś krzyczy "NIE !", z tego filmu bardziej wytrwali wyczytali nawet więcej. Kto jest zainteresowany zachęcam do zapoznania się z zawartością serwisu youtube. Na koniec coś dla fanów numerologii. Jakiś zacny człowiek przeliczył, że od 4 czerwca 1989 roku do 10 kwietnia 2010 roku minęło dokładnie tyle dni ile trwała II RP. Nie wiem, czy jest jakaś ogólnie przyjmowana data końca II RP, Rycerz proponuje 5 października 1939 - to zdaje się koniec kampanii wrześniowej. Jeśli ktoś ma na tyle zapału, żeby to przeliczyć to bardzo bym prosił napisać do jakiej daty dojdziemy - ja stawiam, że ktoś doliczył do 1 września, ale robie to z powody wrodzonej niewiary w ludzi do głębokich przemyśleń.
To chyba tyle na dziś, miałem napisać o tym co będzie w przyszłości - w sensie o wyborach, ale to już jutro. Bronek ogłosi termin wyborów, będzie okazja.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Długi tydzień
To był długi tydzień, można powiedzieć, że zaczął się w zeszłą sobotę. Wszyscy chyba wiedzą co się wtedy stało, ale dla jasności napiszę, że rozbił się samolot z polską delegacją na pokładzie, z Prezydentem RP na czele. Zginęła także jego żona Maria, kilkunastu przedstawicieli parlamentu, przedstawiciele wojska w tym całe nasze naczelne dowództwo i naczelne wojskowe duchowieństwo, przedstawiciele rodzin katyńskich i innych organizacji, kancelarii prezydenta, szef NBP, Rzecznik Praw Obywatelskich, oficerowie BOR, obsługa samolotu. W sumie 96 osób. Kto wsadził ich wszystkich do jednej maszyny pozostanie pewnie tajemnicą. W każdym razie żadne procedury nie zostały ponoć złamane. Ze zdrowym rozsądkiem nie miało to wiele wspólnego, ale zdrowy rozsądek jest w tym kraju rzadko wykorzystywany do tworzenia urzędowych procedur. W sobotę i w niedziele po katastrofie Polacy po raz kolejny pokazali, że organizowanie czegoś na wczoraj idzie nam zdecydowanie lepiej niż na za pół roku. Ludzie zaczęli spontanicznie przychodzić pod Pałac Prezydencki, składać kwiaty, zapalać znicze. Równie spontanicznie zareagował ZDM zamykając Krakowskie Przedmieście dla ruchu kołowego. Okazało się, że można wiele, wystarczy chcieć. Przez moment poczuliśmy się wszyscy zjednoczeni (jak zwykle w tragedii, ale mniejsza o to póki co).
We wtorek jedność narodową spotkał prawie śmiertelny cios w postaci propozycji pochówku Prezydenta wraz z małżonką na Wawelu (jest tam właśnie transportowany - while I'm writing this post). Kto to wydumał pozostaje póki co tajemnicą. Początkowo mówiło się o inicjatywie rodziny, potem ktoś z kancelarii prezydenta stwierdził, że rodzina została "przekonana" do tego pomysłu. Palce podobno maczał w tym także kardynał Dziwisz. Wiem jedno, ktoś albo cynicznie chciał coś na tym ugrać, bo nie na rękę mu była jedność narodu albo miał naprawdę mało przewidujący umysł, w kazdym razie wszystkim innym zabrakło jaj, żeby mu powiedzieć, żeby się zastanowił. Równie spontanicznie co wczesniejsze zgromadzenia na Karkowskim Przedmieściu, zaczęly się protesty pod krakowską kurią, w internecie wisi petycja protestacyjna pod którą podpisało się ponad 20 tysięcy ludzi. Generalnie i tak bło to wszystko psu na budę bo decyzja posżła w świat i jako, że 3/4 świata zadeklarowało swoją obecność na uroczystościach pogrzebowych to nic nie dąło się już odkręcić.
Właśnie, apropo obecności 3/4 światowych przywódców w tym wszystkich najwazniejszych. To deklarację wcieliło w czyn jedynie kilkunastu a z najwazniejszych jedynie prezydent Rosji (ciekawe, co by prezydent Kaczyński powiedział, gdyby mu jakiś jasnowidz przepowiedział, że najwazniejszym przywódcą na jego pogrzebie będzie właśnie prezydent Rosji). Całą resztę (w tym przewodzącego niezwyciężonemu narodowi amerykańskiemu) przeszkodziła chmura. Chmura pyłu wulkanicznego wyprodukowanego przez wulkan o wdzięcznej nazwie Eyjafjallajoekull - wulkan nazywa się tak gdyż położony jest na Islandii. Swoją drogą ciekawe co to oznacza. Ja ze swej strony proponuje nazwę "pogromca delegacji" albo coś podobnego. Wulkan rozszalał się jakiś tydzięń temu (szkoda, że nie tydzięń wczesniej, może Prezydent nie poleciałby do Katynia, choć znając go coś by wymyślił). Chmury nie widać gołym okiem, przynajmniej u nas (mamy błekitne niebo), ale ponoć jest groźna dla silników samolotów. Wisi nad połową Europy i nie ma zamiaru się ruszać (chociaż podobno jutro ma jej nad Polską nie być, tlyko nie wiadomo na jak długo). Wulkan cąły czas pluje wg mejscowych geologów może to robić jeszcze nie wiadomo długo jak.
Chmura więc wisi. Pogrzeb trwa, większość moich znajomych i ja ma już odrobinę dość żałoby. Wśród ludzi obecnych na uroczystościach nastroje się radykalizują. Co z tego wszystkiego wyjdzie zobaczymy...
We wtorek jedność narodową spotkał prawie śmiertelny cios w postaci propozycji pochówku Prezydenta wraz z małżonką na Wawelu (jest tam właśnie transportowany - while I'm writing this post). Kto to wydumał pozostaje póki co tajemnicą. Początkowo mówiło się o inicjatywie rodziny, potem ktoś z kancelarii prezydenta stwierdził, że rodzina została "przekonana" do tego pomysłu. Palce podobno maczał w tym także kardynał Dziwisz. Wiem jedno, ktoś albo cynicznie chciał coś na tym ugrać, bo nie na rękę mu była jedność narodu albo miał naprawdę mało przewidujący umysł, w kazdym razie wszystkim innym zabrakło jaj, żeby mu powiedzieć, żeby się zastanowił. Równie spontanicznie co wczesniejsze zgromadzenia na Karkowskim Przedmieściu, zaczęly się protesty pod krakowską kurią, w internecie wisi petycja protestacyjna pod którą podpisało się ponad 20 tysięcy ludzi. Generalnie i tak bło to wszystko psu na budę bo decyzja posżła w świat i jako, że 3/4 świata zadeklarowało swoją obecność na uroczystościach pogrzebowych to nic nie dąło się już odkręcić.
Właśnie, apropo obecności 3/4 światowych przywódców w tym wszystkich najwazniejszych. To deklarację wcieliło w czyn jedynie kilkunastu a z najwazniejszych jedynie prezydent Rosji (ciekawe, co by prezydent Kaczyński powiedział, gdyby mu jakiś jasnowidz przepowiedział, że najwazniejszym przywódcą na jego pogrzebie będzie właśnie prezydent Rosji). Całą resztę (w tym przewodzącego niezwyciężonemu narodowi amerykańskiemu) przeszkodziła chmura. Chmura pyłu wulkanicznego wyprodukowanego przez wulkan o wdzięcznej nazwie Eyjafjallajoekull - wulkan nazywa się tak gdyż położony jest na Islandii. Swoją drogą ciekawe co to oznacza. Ja ze swej strony proponuje nazwę "pogromca delegacji" albo coś podobnego. Wulkan rozszalał się jakiś tydzięń temu (szkoda, że nie tydzięń wczesniej, może Prezydent nie poleciałby do Katynia, choć znając go coś by wymyślił). Chmury nie widać gołym okiem, przynajmniej u nas (mamy błekitne niebo), ale ponoć jest groźna dla silników samolotów. Wisi nad połową Europy i nie ma zamiaru się ruszać (chociaż podobno jutro ma jej nad Polską nie być, tlyko nie wiadomo na jak długo). Wulkan cąły czas pluje wg mejscowych geologów może to robić jeszcze nie wiadomo długo jak.
Chmura więc wisi. Pogrzeb trwa, większość moich znajomych i ja ma już odrobinę dość żałoby. Wśród ludzi obecnych na uroczystościach nastroje się radykalizują. Co z tego wszystkiego wyjdzie zobaczymy...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)