7.06 - wyszedłem z domu, niestety gospodyni uznała, że priorytetowy jest chodnik w drugą stronę, więc przebijam się przez śnieg do połowy łydki w drodze na przystanek. Przynajmniej nie sypie.
7.13 - stoję na przystanku. O tej godzinie powinien być 506 na uniwerek... choć nie, dzisiaj powinien to złe słowo, w rozkładzie o tej godzinie jest 506. Nie widać go. Przyjeżdżają za to 2 sztuki 190, a za nimi majaczy 112. Wybieram to pierwsze z nastawieniem na przesiadkę do E2 przy Ratuszu na Bemowie.
7.19 - do ratusza dojechałem gładko. Skręcając obczaiłem, że E2 już szykuje się do swojego skrętu w Górczewską więc wysiadłem, co by się przesiąść... i to był początek końca
7.25 - E2 trochę postał na światłach, ale w końcu podjechał. Z otwartych drzwi wysypała się nadwyżka pasażerów ze środka, a do środka chciało isę ich wepchać jeszcze więcej - oczywiście przyjechał krótki. Szybkie spojrzenie wgłąb Powstańców Śląskich pozwoliło mi na zauważenie, że kolejne E2 - tym razem długie - jest już niedaleko. Decyzja: poczekam, aż tak mi się nie spieszy.
7.32 - kolejne E2 okazało się równie passanger friendly jak poprzednie. Wejście graniczyło z cudem i większość chętnych została na przystanku wraz ze mną.
7.33 - dokonuje 3 niepokojących spostrzeżeń. Po 1 od 15 minut nie było żadnego 190, którym ewentualnie mógłbym dojechać do placu zamkowego. Po 2 nie zauważyłem żadnego ruchu na pobliskich torach tramwajowych. Po 3 zaczyna padać śnieg. Decyzja - wsiadam do pierwszego środka transportu z grubsza mi pasującego.
7.39 - po dwóch egzemplarzach 523, które nie nadawały się nawet na etapową podwózkę przyjeżdża 507, którym zaczynam podróż do Ronda ONZ
7.50 - dojechałem do początku Wola Parku - sypie coraz bardziej
7.54 - dostaje smsa od kumpla, ze już dojechał i zajęło mu to 45 minut. Mieszka na Młynarskiej, niedaleko Wolskiej, więc ma do pokonania mniej więcej 1/3 mojej trasy... Nie jest najlepiej...sypie już na maksa
8.00 - dojeżdżam do końca Wola Parku - chyba jeszcze nigdy nie obejrzałem jego bryły tak dokładnie - szczęśliwie jeszcze coś było widać przez okna.
8.12 - dotarłem do ul. Olbrachta. Za mną 3 przystanki...
8.18 - mijamy przewężenie z radiowozem, wiele nie widać - może dalej będzie lepiej
8.18-8.42 - dalej rzeczywiście jest lepiej. Jedziemy... wolno, ale bez większych katastrof. Sypie dalej
8.42 - wysypka przy rondzie ONZ. Ubrałem się (bo wcześniej w autobusie trzeba było zredukować trochę odzienie, żeby nie popłynąć). Poczekałem ze 3 minuty z tłumem innych, ale szybko mi się znudziło. Nie przyjechało nic. Nieszczególnie było widać czy coś ma zamiar za chwilę przyjechać - śnieg o to zadbał. Decyzja - czas się przespacerować.
8.47 - mijam "metro świętokrzyska" tłum na przystanku. Autobus żaden mnie nie minął, więc pewnie ten tłum nie ma szans na wejście do pierwszego autobusu który przyjedzie, bo ten zostanie zatkany przez tłum z ronda ONZ
8.54 - gdzieś na wysokości pl. Powstańców mija mnie 178. Przez chwilę jestem wkurwiony (dla niewtajemniczonych jedzie pod samą bramę UW). Po chwili jednak krzywo się uśmiecham - przypomniało mi się ilu było chętnych na ten autobus... sypie i wieje po oczach
9.02 - docieram do bramy UW. Nie ma nawet jednego rozdającego ulotki - możemy zacząć ogłaszać klęskę żywiołową
9.04 - przekraczam drzwi wydziału. Myślałem, że chociaż sobie bluzgnę, ale nawet mi się nie chce...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz